Nie planowałam wyjazdu do Kenii. Po prostu stało się, pojawiła się ciekawa oferta. Padło pytanie: Lecimy? A że mnie do podróży namawiać nie trzeba, to decyzja zapadła w zasadzie z dnia na dzień. Zostawiłam psa, męża i z moją niewielkich rozmiarów walizeczką wyruszyłam w świat.
Kenia – powitanie z Afryką
Mombasa w styczniu przywitała mnie ciężkim, ciepłym powietrzem i kolejką do wizowania (wtedy odbywało się to na granicy). Po wyjściu z lotniska to samo powietrze owiało mnie znowu. Ktoś rzucił – “This is Africa”, więc co się dziwisz. Przed wyjazdem, na hasło Kenia, miałam przed oczami kadry z filmu „Pożegnanie z Afryką”. W moich wyobrażeniach zwierzęta rodem z zoo miały przechadzać się swobodnie, niebezpiecznie wzrastało też w moich wyobrażeniach ryzyko, że zostanę szybko czyimś obiadem. Ale przecież się zdecydowałam, więc nie ma co marudzić. Wsiadam grzecznie do małego sześcioosobowego busa i ruszam do hotelu.
Po 9 godzinach w samolocie, wizualizacja kąpieli z prysznicem, zdaje się być jak wygrana na loterii. Zmęczona upałem i podróżą zasypiam… Dobranoc Afryko. Trzeba się dobrze wyspać, bo kolejne dni przeznaczone są na to, co ściąga do Kenii turystów – safari.

Zebry! Zebry na drodze!
Wstaję ok. 6 i ruszam, razem z moją 6-osobową grupą do Parku Narodowego Tsavo w planie jest też Park Amboseli. Podróż z Mombasy do Parku trwa ok. 7 godz. i nie było by w tym nic godnego wzmianki, gdyby nie zebry! Pierwsze zebry na drodze. Myślę, przyzwyczajona do Mazurskich krajobrazów, u nich zebry, u nas na krowy i ta myśl sprawia, że cieszę się jak dziecko…

Wtedy, jeszcze komuś, kto by mi powiedział, że będę potem te zebry kwitować pozbawionym emocji – o zebry, dałabym po głowie. Po zrobieniu im zdjęć, jadę do bram Parku Tsavo. Po przekroczeniu jego bram krótki postój na toaletę i w drogę na bezkrwawe łowy. Warto pamiętać, że to jest pierwszy postój, kolejny będzie już w lodges, czyli takim hotelu na terenie parku. Z busa podczas przejazdu nie można wysiadać, o czym przypomina nam nasza przewodnik. Park Tsavo to park typu busz, czyli krzaczki, krzewy, zwierza trzeba zwierza wypatrywać.
Sokoli wzrok kierowcy


Na szczęście jedziemy z bardzo doświadczonym kierowcą, którego wprawiony wzrok, sprawia, że co chwila mamy instrukcje, z której strony busa powinniśmy patrzeć by odnaleźć zwierzęta. Idzie mi to średnio. Myślę, no tak wada wzroku robi swoje, ale jak kierowca znajduje przy drodze owada, przestaję się dołować i dochodzę do wniosku, że OK to on jest super, a ja po prostu turysta. I tak w aparacie mam już słonie, żyrafy, strusia… i niezliczone ilości antylop… i na każde zwierzę reaguję z taką samą, prostą radością i ekscytacją z jaką jako dziecko wypatrywałam pierwszej gwiazdki. Obserwowanie zwierząt działa na mnie kojąco. Następnego dnia widząc, co mnie czeka z bananem na twarzy eksploruję Park Amboseli. Ma on charakter sawanny, więc łatwiej o zwierzęta, nawet takiemu początkującemu turyście jak ja. Szybko udaje mi się sfotografować żyrafy, słonie, ale i uwaga! uwaga! – LWY… pięknie wygrzewające się przy wodopoju.





Kenia wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Nigdy tak dobrze nie wypoczęłam. Polecam ją każdemu, kto chciałby przeżyć, coś, co zapamięta na długo.
Kilka rad przed wyjazdem do Kenii:
- O wizę do Kenii najlepiej aplikować przed wyjazdem
- Walutą, która z łatwością wymienicie na miejscu są dolary.
- Nie ma wymaganych szczepień.
- Może przydać się niewielka latarka.
- Przyda się lornetka i aparat z dobrym zoomem.



Bardzo zazdroszczę. Afryka od dziecka była dla mnie najciekawszym kierunkiem podróży.
Gratuluję!
Dlaczego lepiej kupić wizę przed wylotem, a nie na miejscu? Pozdrawiam!
Ze względu na czas. Sprawniej jak wizę masz już zrobioną.