Teatr piwa Pravda we Lwowie
Europa Ukraina

Lwów na własną rękę cz 2. – knajpy, wszędzie knajpy!

W naszym poprzednim wpisie wskazaliśmy Wam ogólne informacje na temat samodzielnej organizacji wypadu do Lwowa. Miasto, będące jednym z głównych ośrodków turystycznych na Ukrainie, to bogata historia bliska Polakom, imponujące zabytki ale nie tylko… Czy wiecie, że dziś na co czwartego mieszkańca Lwowa przypada jedna knajpa? A kiedyś było jeszcze fajniej. Na każdych trzech mieszkańców można było przypisać jeden obiekt gastronomiczny… Wyobrażacie to sobie? Mnogość knajp, barów i restauracji oraz ceny nieco niższe niż w Polsce zachęcają do odwiedzania Lwowskich lokali. I własnie o tym będzie ten wpis.

Film z naszego wideo bloga podróżniczego

reklama: Spóźniony lub odwołany lot? Walcz o swoje:

AirCashBack - odszkodowania od linii lotniczych

po reklamie – dziękujemy

Wszystkie nasze wpisy o Lwowie:

Lwów na własną rękę cz.1 – Jak zaplanować samodzielną wycieczkę?

Lwów na własną rękę cz 2. – knajpy, wszędzie knajpy! – tutaj jesteś

Lwów na własną rękę cz. 3 – wycieczka po dachach i nie tylko

 

Każdy z kim rozmawiałem na temat Lwowa przekazywał mi rekomendacje dotyczące knajp. “Idź to domu z trabantem na dachu”, “do Baczewskich”, “do Irlandczyków, którzy serwują 40 rodzajów Whisky”, “do browaru na rogu przy głównym rynku”, “tam gdzie na straży wejścia stoi kat” itd. Jako człowiek, który w tym roku schudł 13 kg, pomyślałem sobie, lekko nie będzie. A przecież świętowaliśmy też urodziny kolegi. I lekko nie było ale za to bardzo przyjemnie.

Na wycieczce po lwowskich dachach nasza przewodniczka, Pani Irena chętnie omawiała temat knajp oraz przekazywała swoje rekomendacje. Poznaliśmy wspomnianą imponującą statystykę oraz uświadomiliśmy sobie, że na rynku głównym i w okolicy możemy liczyć na kawiarnię, bar, piwiarnię czy restaurację w każdej kamienicy, w większości piwnic oraz nawet na niektórych dachach… Dzięki rekomendacji trafiliśmy do Ministerstwa Mięsa i Sprawiedliwości o czym w dalszej części. No to zaczynamy, kolejność miejsc przypadkowa…

Teatr Piwa Pravda z koncertem muzyki na żywo

(kliknij odnośnik aby sprawdzić lokalizację)

Do centrum Lwowa przyjechaliśmy około 17:30 więc było już ciemno. Szybko zostawiliśmy rzeczy w wynajętym mieszkaniu i ruszyliśmy w kierunku rynku. Na ulicach w przeddzień 1 listopada było dużo osób przebranych w kreacje Halloween’owe. Naszą uwagę od razu przykuł duży lokal zajmujący całą kamienicę. Browar Pravda jest imponujący, do dyspozycji gości jest kilka pięter. W centralnej części znajduje się miejsce dla orkiestry, która codziennie od około 20:00 gra koncert na żywo. Muzycy wyposażeni przede wszystkim w instrumenty dente oraz perkusję wykonują covery znanych rockowych, popowych, jazzowych a nawet elektronicznych utworów. Repertuar jest tak dobrany, że wszyscy bez względu na wiek czy pochodzenie świetnie się bawią. Są śpiewy, są tańce, jest impreza.

Pravda to przede wszystkim browar i dobrze naoliwiona maszyna do zarabiania pieniędzy. Piwa tej marki zobaczycie w wielu innych lokalach we Lwowie. Trunki są smaczne, przede wszystkim wielosłodowe piwa belgijskie, pszeniczne, ciemne, z nutką cytrusa itp. Można się rozsmakować. Butelki mają także bardzo ciekawe marki np. “Obama Hope” z wizerunkiem byłego prezydenta USA (piwo ciemne w stylu amerykańskim), “Frau Ribbentrop” z podobizną kanclerz Angeli Merkel (piwo belgijskie) czy “Siła”. Jedno można powiedzieć, marketing browaru się nie patyczkuje a etykiety na butelkach oraz opisy mogą zrobić wrażenie. Pełna lista piw i gadżetów pod tym linkiem. Na terenie lokalu znajduje się sklep

Jedzenie nie jest mocną stroną tego lokalu. Mamy tutaj wybór kilkunastu dań i przekąsek, chipsy, stek. Na uwagę zasługują “trzy gigantyczne pierogi”, którymi prawdę mówiąc mogłyby się najeść trzy osoby. Podane z adekwatną porcją śmietany i prażonej cebuli uświadomiły mi już na wstępie, że we Lwowie mogę zapomnieć o diecie. W Teatrze Piwa byliśmy dwa razy. Zobaczcie jak wygląda lokal na naszych zdjęciach. Mocno polecamy o miejsce.

Lampa gazowa – czyli chemiczny eksperyment

Tutaj trafiliśmy przypadkowo. Weszliśmy, spodobał nam się klimat. Wszędzie wisiały lampy gazowe o różnych kształtach i kolorach. Lokal bardziej kameralny, nieco tajemniczy. Na górę prowadziły wąskie schody na których nie można się było minąć. Sygnalizator świetlny kierował ruchem wahadłowym. Od razu wiedziałem, że będzie tutaj nieco dziwnie. Weszliśmy na samą górę skąd przez okno widać było oświetloną wieżą ratuszową.

Poszedłem piętro niżej aby zrobić zdjęcia na bloga. Kiedy wróciłem do stolika, zobaczyłem kelnera ubranego w ogrodniczki. Nasz wesoła drużyna oświadczyła mi, że zamówili chemiczny eksperyment ale nie do końca wiedzą co to jest. Oho, myślę sobie, o pojechali. Na całe szczęście była to wódka w próbówkach we wszystkich kolorach tęczy! Jak zobaczyliśmy ten zestaw to szczerze zwątpiliśmy we własne możliwości ale jednocześnie była przy tym kupa śmiechu. Zamówiliśmy jeszcze deskę wędlin, serów i podrobów.

Chcesz zobaczyć nietypowe miejsce, zaskoczyć znajomych? Zaproś ich n chemiczny eksperyment do Lampy Gazowej! Zdjęcia przedstawiają prawdziwą historię Polaków zwiedzających Lwów. Nikt nie ucierpiał w badaniach.

Ministerstwo mięsa i sprawiedliwości – obiad u kata

Jak głosi Lwowska legenda, nikt nie zna się na mięsie i sprawiedliwości jak miejski kat, który postanowił kiedyś skończyć z egzekucjami i przebranżowić się na właściciela restauracji. Kolejka przed lokalem o czymś świadczy. Kolejnych gości zaprasza kat we własnej osobie. Miły pan od czasu do czasu postraszy gości jakimś akcesorium. W środku pełne obłożenie, z potężnego grilla buchają płomienie. Istny festiwal mięsa.

W menu po zamówieniu dań można poczytać o metodach i urządzeniach do zadawania tortur. Większość z nich można także zobaczyć na własne oczy na terenie restauracji. Wystrój robi mega wrażenie. Zamówiliśmy set składający się z różnych mięs, m.in. z polędwiczki wieprzowej, wołowiny i kurczaka. Wszytko było bardzo dobre. Obiad popiliśmy piwem z browaru Pravda, oczywiście.

Polecamy to miejsce na obiad. Jeszcze jedno, wasz papierowy rachunek nie ma łatwego życia z kelnerami… Aby się dowiedzieć więcej, odwiedźcie to miejsce!

Lviv Chocolate Restaurant – Willy Wonka tu był!

Są tu jacyś fani czekolady? W tym miejscu znajdziecie sklep z ręcznie wykonywanymi czekoladkami w niezliczonej ilości form i kształtów. Różnego rodzaju figurki i zestawy to doskonały pomysł na prezent. Na górze znajduje się kawiarnia i pijalnia czekolady na na dachu taras widokowy na który można nieodpłatnie wejść.

Miejsce iście magiczne, desery pyszne. Jeżeli chcecie zgrzeszyć kulinarnie to tutaj jest dobre miejsce. jedyny minus to tłumy w części sklepowej i na schodach. Obiekt jest oblegany przez turystów praktycznie non stop. Na szczęście po drugiej stronie Prospektu Svobody znajduje się sklep tej marki. O tutaj. Oprócz standardowych specjałów znajdziecie tutaj tajną szafkę, z tajemniczym wizjerem a w środku niespodzianka ale tylko dla dorosłych…

Tante Sophie – wykwintne i świeże śniadanko

Długo szukaliśmy ale było warto. Mała francuska knajpa to ciekawa pozycja na smaczne śniadanie. W menu oczywiście nie zabrakło ślimaków ale my zadowoliliśmy się jajkami po benedyktyńsku świeżo upieczonymi croix sant’ami z czekoladą. Bardzo miła obsługa. Lekkie i świeże jedzenie godne polecenia.

Arsenal Ribs and Spirits – żarty się skończyły

Najdłuższa kolejka we Lwowie, zapisy na tablicy, wyczytywanie nazwisk. Ale za czym wszyscy stoją na tych schodach? Ano, w “Ribs” bo tak wszyscy mówią o lokalu można zjeść kilka rzeczy ale i tak wszyscy przychodzą tutaj na żeberka w miodzie, specjalność kuchni. Pierwsze co widzimy po wejściu to dwa ogromne piece z obrotowymi grillami na których ułożone są długie pasy żeberek. Aby płomień nigdy nie zgasł do paleniska co chwilę dorzucane jest specjalne drewno w olbrzymiej ilości. Ogromna restauracja zajmuje podziemia starego arsenału lwowskiego.

Ale o co tyle hałasu? Żeberka w miodzie i piwo? Po to staliśmy na dworze pół godziny? Nie tylko po to. Bo Ribs to także miejsce gdzie kelnerzy są tak uprzejmi, że zamiast sztućców i talerzy rysują na arkuszach papieru ich symbole. Kiedy zapytałem kelnerkę żartując, czy wytnie mi widelec nożyczkami wyciągnęła z futerału przy swoim skórzanym fartuchu ostrą siekierę. Tak moi drodzy, tutaj możecie się poczuć jak prawdziwi barbarzyńcy przy ognisku i spożywać jedzenie tylko przy pomocy rąk. Dla bezpieczeństwa waszej odzieży warto skorzystać z papierowych fartuchów.

Jak mawiał Bruce Lee “Nie boję się człowieka, który ćwiczył 10.000 rodzajów kopnięć raz, boję się człowieka, który ćwiczył jedno kopnięcie 10.000 razy”. Nie bójmy się tego powiedzieć, szef kuchni, pierwsze 10.000 żeberek w miodzie ma dawno za sobą. Zamówiliśmy 2 x 300 gram a potem znów 2 x 300 gram na 4 osoby. Do tego bezpośredni kontakt z jedzeniem, otwarta kuchnia, gwar i mega klimat. Tego się nie da opisać, trzeba być.

Pijana Wiśnia – najlepsza nalewka w mieście

Kiedy opowiadam ludziom, że we Lwowie byliśmy jednego dnia w sześciu knajpach to wliczam do tego także Pijaną Wiśnię. Przy czym w kolejce po nalewkę w której pływają wiśnie z pestkami byliśmy 3 albo 4 razy. Nie oceniajcie nas, było zimno, musieliśmy mieć energię aby wejść na wieżę ratuszową, mieliśmy swoje powody… A tak serio, to wisienka na ciepło jest świetna. Gorąco polecamy zrobić tutaj przystanek w trakcie zwiedzania w chłodne dni. Można zabrać także butelkę na wynos.

Kork Whiskey & Grill Irish Pub – 40 rodzajów Whisky

Tutaj byliśmy tylko na chwilę na piwo i przekąski robiąc tour po pubach. W środku jest oczywiście Irlandzki styl i sznyt ale co może być dla niektórych ważne, podobno można tutaj degustować aż 40 rodzajów irlandzkiej Whisky. Dla nas nr 1 wśród odwiedzonych pubów. Na uwagę zasługuje też bardzo klimatyczna uliczka przy której mieści się ta knajpa, odwiedźcie to miejsce.

Restauracja Baczewskich – czy dla niej wrócimy do Lwowa?

To miał być jeden z głównych punktów naszego wypadu do Lwowa. Restauracja, zajmująca wszystkie piętra kamienicy słynie z pięknych wnętrz, jedzenia najwyższej światowej klasy oraz nalewek sygnowanych nazwiskiem słynnej rodziny. Do godziny 10:00 można tam również zjeść śniadanie bufetowe za stałą opłatą. W cenie jest lampka szampana lub kieliszek wódki do wyboru. Niestety mieli awarię prądu i nie udało nam się dostać na pierwszy posiłek dnia. Tak właśnie trafiliśmy do Tante Sophie. Odwiedzenie Restauracji Baczewskich będzie z pewnością jednym z naszych głównych punktów przy kolejnej wizycie we Lwowie.

Cosa Nostra – wykwintnie i stylowo

Do tej włoskiej knajpki trafiliśmy na kolację. Kameralny klimat, spokój, dobre miejsce dla rodzin z dziećmi. Duży wybór menu, m.in. pasty, , pizza, owoce morza, lasagne i ciekawe zupy. Pyszne piwo z bardzo smaczną pianą. Miła obsługa i bardzo smaczne jedzenie. Zresztą sami zobaczcie. Niestety tylko jedno zdjęcie.

Dom legend – czyli trabant na dachu

To kolejne miejsce bo Restauracji Baczewskich, którego nie udało nam się zaliczyć ale kilka zdjęć mamy. Na każdym piętrze inna legenda i wystrój a na dachu Trabant. Można? Można!

 

We Lwowie można się zatracić. Ilość knajp, różnorodność kuchni i trunków może zawrócić w głowach. My z nadludzkim poświęceniem, w ciągu trzech dni ani razu nie zjedliśmy w naszym apartamencie, abyście mogli złapać punkt zaczepienia przed samodzielnym zwiedzaniem tutejszych knajp 😉 Mamy nadzieję, że wpis, zdjęcia i linki pomogą Wam znaleźć waszą ulubioną knajpę. Życzymy Wam pięknych wrażeń i wspomnień ze zwiedzania miasta Lwa! Ta joj!

 

Zobacz też nasze inne blogi z podróży, porady i inspiracje:

8 Responses

  1. […] To chyba najprostsze pytanie. Nasz przewodnik żartował, że na każdego czwartego mieszkańca Lwowa przypada knajpa. Biorąc pod uwagę, że Lwów liczy ok. 729 tys. mieszkańców, knajp jest na prawdę bardzo dużo ;-). We Lwowie można się kulinarnie rozpasać. Zjeść można w zasadzie wszędzie, w pubie, barze, restauracji. To pierwszy nasz wyjazd, kiedy kompletnie nic nie gotowaliśmy, żywiliśmy się wyłącznie na mieście. Wybieraliśmy te restauracje, o których słyszeliśmy, które nam polecano, które aktualnie odpowiadały nam kulinarnie. A i tak po powrocie mamy wrażenie, że tak wiele nas minęło Więcej o jedzeniu we Lwowie przeczytacie w naszym kolejnym wpisie. […]

  2. Do kopalni kawy zagladales? Tam jest calkiem fajnie i mozna wypic dobra kawe. Wystroj jak ze sklepu kolonialnego plus zwiedzanie kopalni 😀 Bardzo blisko Pijanej wisni . 2 uliczki dalej jest tez fajna gruzinska knajpka gdzie mozna zjesc chaczapuri i inne tradycyjne gruzinskie dania.W domu legend jest doslownie bajkowo ale osoby o duzym wzroscie beda mialy spory problem z poruszaniem sie w srodku. spora czesc obslugi to osoby ponizej 1.50 wzrostu. trabanta nie widzialem z bliska bo juz na dach nie wpuszczali

    1. Nie zaglądaliśmy tam i zdecydowanie mamy na naszej liście na dogrywkę! Powtórny wyjazd do Lwowa w 2019 nie podlega dyskusji;) Dzięki za cynk w sprawie gruzińskiej knajpy.

  3. Ja z kolei nie zagladalem do tych miejsc o ktorych pisales poza Pijana Wisnia i Chocolate. W przyszlym roku rowniez sie wybieram ale tym razem sam zaplanuje gdzie pojde bo znajomi z ktorymi bylem nie znali polowy najlepszych miejsc

  4. Koniecznie sprawdz tez restauracje Kumpel. nie lezy w samym centrum ale warto odwiedzic

  5. Mam opory przed pojechaniem na Ukraine ale przynajmniej trafiłem na dobre miejsce, żeby sobie zdjęcia pooglądać! Pozdrawiam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty − four =