Mazury Polska

Ahoj przygodo! Czyli początki przygody z żeglarstwem – prawdziwa historia.

W szkole podstawowej wychowawczyni nazywała mnie WICHRZYCIELEM! Muszę przyznać, że była w tym cząstka prawdy. Zawsze miałem dużo ciekawych pomysłów, niekoniecznie przemyślanych, za to wszystkie bez wątpienia oryginalne. Do realizacji swoich planów namawiałem koleżanki i kolegów. Łatwo się domyślić, że różnie to się kończyło. Czasem było z tego dużo śmiechu, czasem były siniaki i otarcia. Ale żeby od razu wichrzyciel?! Po prostu chciałem inspirować do działania, tylko nie zawsze robiłem to w sposób całkowicie przemyślany. Kiedy nieco się ukształtowałem (zmądrzałem) skierowałem swoje siły i atencję w kierunku różnych form rekreacji. Czego efektem było zajęcie się między innymi wspinaczką linową, trekkingiem, nurkowaniem. A w późniejszych latach żeglarstwem. Ten wpis jest o żeglowaniu i o tym jak poczułem do niego miętę…

Pierwszy wypad na łódkę i od razu z przygodami

Był rok 2005, miałem 22 lata. Od trzech lat pracowałem, moją główną pasją buło nurkowanie, w którym się coraz bardziej doskonaliłem. W pracy trafiłem na grupę starszych kolegów, którzy podobnie jak ja w miejscu usiedzieć nie mogli, więc co chwilę robiliśmy coś ciekawego. Biegaliśmy po fortyfikacjach, były liny, strzelanie, pierwsza pomoc, ratownictwo wodne i wiele innych ciekawych rzeczy. Więcej powiedzieć na ten temat nie mogę… Jeśli poczuliście nutkę sensacji to uspokajam, że wszystko było legalne i bezpieczne, zazwyczaj… Wtedy też poznałem Marcina, który powiedział mi to co zostało mi w głowie do dzisiaj: “Im więcej będziesz robił w życiu różnych nietypowych rzeczy, im bardziej będziesz się rozwijał w różnych kierunkach, tym łatwiej  poradzisz sobie w trudnych sytuacjach i nikt i nic cię nie zagnie”. Coś w tym jest.

Pewnego dnia padło hasło “jest pomysł, żeby popływać żaglówką po jeziorach“. Długo nie trzeba było mnie na mawiać i tak załapałem się do załogi. Sternikiem był Piotr, żeglarz zaprawiony w bojach. Jako załoga byliśmy jak urzeczywistnienie marzenia każdego kapitana, zdyscyplinowani, chętni do nauki. Rejs zaczynaliśmy z Giżycka nad Niegocinem i dalej na północ. Nasza łódka Tango 730 Sport o imieniu Kuba w męskim różowym kolorze była szeroka, bezpieczna, ale z regatowym zacięciem. Wtedy istny demon prędkości!

zdj. Mój pierwszy rejs. 2005 rok jez. Niegocin
zdj. Mój pierwszy rejs. 2005 rok jez. Niegocin

Kiedy pierwszy raz chwyciłem za rumpel w bajdewindzie lewego halsu przy sile wiatru 3 w skali Beauforta (to idealna siła wiatru dla żeglarzy śródlądowych, można szybko i bezpiecznie płynąć) to już wiedziałem, że żeglarstwo kiedyś stanie się moją pasją, jak się okazało później, pasją, którą mogę dzielić ze swoją żoną – Sylwią.

W trakcie kilkudniowego wypadu popłynęliśmy do Węgorzewa. W drodze powrotnej na Mamrach była straszna flauta, czyli brak wiatru. Niebo prawie bezchmurne. Słońce chyliło się ku zachodowi. Stałem oparty o maszt. Sternik Piotr obok mnie opierał się o wantę (metalowa lina). Żagle mieliśmy postawione czekając na jakikolwiek podmuch wiatru…

Nagle usłyszałem od niego stanowcze “idź szybko do kokpitu” (wersja ocenzurowana). Nie miałem pojęcia o co chodzi i co on zobaczył, ale nie miałem wątpliwości, że sytuacja była poważna. Zanim się zorientowałem, zerwał się wiatr o sile co najmniej 5 lub 6 stopni w skali Beauforta i lunął rzęsisty deszcz. Piotr jeszcze raz potwierdził, że sytuacja jest poważna podkreślając to ostrym słownictwem. Dodał, że kiedy żagiel sklei się z wodą to leżymy. Było naprawdę blisko, woda wlewała się przez burtę. Było za późno na zrzucenie żagli. Trzeba było płynąć do brzegu. Po 15 minutach płynięcia w znacznym przechyle burza osłabła, a my dopłynęliśmy bezpiecznie do pomostu. To był dobry chrzest dla załogi. Taki, którego nie powstydziłby się żaden Wiking.

Taka była impreza!
Taka była impreza!

 

reklama – bądź zawsze dobrze przygotowany na wyprawę:
po reklamie – dziękujemy

 

Nasze pierwsze wspólne żeglowanie

Na kolejną przygodę z Mazurami i żeglowaniem czekałem do 2010 roku. W tym momencie byliśmy z Sylwią szczęśliwym narzeczeństwem, pochłoniętym nauką bycia dorosłym oraz wiciem własnego gniazdka. Chyba Was nie zdziwi, że większość wolnego czasu spędzaliśmy razem, podróżując po kraju i zagranicą. W tym samym czasie mój przyjaciel Tomek poznał swoją żonę Magdę, która, jak się szczęśliwie złożyło, od najmłodszych lat żeglowała z rodzicami na własnym jachcie!  Z przyjemnością skorzystaliśmy z  propozycji wspólnego wyjazdu. Dojechaliśmy do Giżycka, gdzie spotkaliśmy się z Magdą i Tomkiem.

Następnego dnia ruszyliśmy na południe w kierunku Tałt, Mikołajskiego i Śniardw. Byliśmy pod wrażeniem łodzi. Jednak swoje to swoje! W środku wszystko poukładane w odpowiednich miejscach, dopracowane, ergonomiczne. Widać, że ktoś, a konkretnie tata Magdy, włożył w to dużo pracy i serca. Swoją drogą jacht ma nazwę, która strasznie mi się spodobała, Imago. Każdy kto ma podstawową wiedzę o owadach i wie co to znaczy pływać “na motyla”, doceni ją podwójnie. Pogoda wyjątkowo nam dopisała, nasze pierwsze wspólne żeglarskie kroki stawialiśmy właśnie na dwudziestoparoletnim Imago. Śmiało mogę stwierdzić, że od tego wyjazdu wszystko się zaczęło, a jak się później okaże, konstrukcja jachtu typu Micro Polo P stanie się nam jeszcze bliższa.

Zachód słońca na jeziorze Tałty
Zachód słońca na jeziorze Tałty
Na jeziorze Mikołajskim zawsze się dużo dzieje
Na jeziorze Mikołajskim zawsze się dużo dzieje
Jach Imago na Mazurach
Imago w 2017 r.

Kolejne żeglarskie wyjazdy mogę podzielić na mniejsze i większe. Czasem na dwie łódki w kilkanaście osób, czasem kameralnie w męskim gronie z kolegami. Pływaliśmy też na Szancie, kolejnej łódce z wielopokoleniową tradycją, gdzie poczuliśmy na własnej skórze, jak się mają sardynki w puszcze…

Właśnie podczas jednego z takich wyjazdów, siedząc przy ognisku z Sylwią, patrząc na odbijające się w spokojnej tafli jeziora gwiazdy, stwierdziliśmy, że żeglowanie jest tym, co będzie wypełniać nam wolny czas. Po powrcocie do Warszawy, postanowiliśmy zrobić patenty żeglarskie.

 

reklama – daj się zainspirować:


Booking.com

koniec reklamy – dziękujemy

 

I tak staliśmy się żeglarzami

Była wczesna wiosna 2013 r. Naszym nauczycielem był Andrzej Wicher. Nazwisko zobowiązuje! Poza teorią i praktyką nauczył nas kultury żeglarskiej i kilku sprośnych branżowych kawałów. Chyba najbardziej imponowało mi jak korygował nas, kursantów w trakcie pracy na sterze, mając przy tym zamknięte oczy. Robił to na podstawie wiatru, który czuł na twarzy i… długich siwych wąsach. Chociaż wolę myśleć, że to szósty żeglarski zmysł, który się wykształca wraz ze stażem na wodzie. Kurs zrobiliśmy na Zalewie Zegrzyńskim a egzamin na Mazurach. Oczywiście zdaliśmy za pierwszym razem i odebraliśmy patenty z PZŻ. Nastała pora, aby się żeglarsko usamodzielnić.

I tak Sylwia została żeglarzem.
I tak Sylwia została żeglarzem.

Do dziś pamiętam pierwszy czarter z Rynu, którym popłynęliśmy na południe z Anią, Pawłem, Zbyszkiem (moim tatą) i dwoma psami, Morelą i Cynamonem. Poczułem na własnej skórze prawdę płynącą z porzekadła, że początki bywają zawsze trudne. Z patentem żeglarskim jest tak jak z prawem jazdy. Jak zdasz egzamin, to tak naprawdę przed tobą jeszcze wiele czasu samodzielnej praktycznej nauki zanim staniesz się prawdziwym kierowcą.

Rejs Tango 780 to była intensywna nauka. Szot grota (lina do sterowania głównym żaglem) miał 8 mm, knaga samozaciskowa nie działała bo była na linę 10 mm lub grubszą. Co ja z tym sznurkiem robiłem, żeby go utrzymać… Przekładałem za plecami, pod nogą, za łokciem. Sznurek 8 mm na bądź co bądź niemałej łódce to szczyt skąpstwa. W takim przypadku nie było opcji, aby Sylwia sterowała więc nie miałem zmiennika. Pierwszy dzień rejsu był więc nerwowy, chcieliśmy przepłynąć długi dystans, złapał nas deszcz, był silny wiatr i oczywiście zdarzyły się niekontrolowane zwroty przez rufę. Później na szczęście, było dużo lepiej pod każdym względem. I nawet spotkaliśmy załogę Imago.

Śniardwy czyli największe jezioro w Polsce gdzie czasem trudno odróżnić niebo od wody. To właśnie tutaj pływamy najczęściej.
Śniardwy czyli największe jezioro w Polsce gdzie czasem trudno odróżnić niebo od wody. To właśnie tutaj pływamy najczęściej.

W kolejnych latach wspólnie z Sylwią regularnie czarterowaliśmy różne łajby na północnych i południowych jeziorach mazurskich szlifując umiejętności i coraz bardziej zakochując się w tej formie spędzania czasu. Jeżdżąc na nasze wypady na kilka dni zabieraliśmy całą masę różnych rzeczy, żeby poczuć się na łajbie jak u siebie. Czyli jedzenie i picie na cały wyjazd, gary, ubrania na każdą pogodę, koce, śpiwory, poduszki i oczywiście naszego psa i jego rzeczy. Zawsze było tego strasznie dużo i zarówno ładowanie tego na łódkę jak i wyjmowanie w drodze powrotnej nie było niczym fajnym.

Czar Mazur. Zachód słońca w zatoce Kaczerajno.
Czar Mazur. Zachód słońca w zatoce Kaczerajno.

Biorąc pod uwagę, że na łajbę jeździliśmy bardzo często, była to nasza odskocznia od mieszkania w mieście,  pomyśleliśmy, że fajnie byłoby mieć kiedyś swoją! Udało nam się zrealizować ten plan trzy lata temu.

Pierwsza własna łódka czyli era Wilsona

Szukając własnej łódki szczęśliwie trafiliśmy na … jacht Micro Polo P! Sprzedał nam ją Marek z Wałcza, który na pożegnanie nie krył łez w związku z sentymentem, którym ją darzył. Było to w stu procentach szczere, ponieważ po roku chciał łąjbę odkupić:) Cały czas mamy ze sobą kontakt.

Zakup łódki to poważna sprawa. Człowiek staje się posiadaczem jachtu rekreacyjnego a to coś znaczy. Można powiedzieć znajomym “mamy jacht na Mazurach” i usłyszeć “wow, super, i tak sobie pływacie?”. Zawsze jest coś do opowiadania przy piwie 😉

Na Mazurach czasem słońce...
Na Mazurach czasem słońce…
... czasem deszcz :)
… czasem deszcz 🙂

Wróćmy do jachtu. Każda łajba musi mieć nazwę a my chcieliśmy nadać swoją. Ponieważ Sylwia wybrała imię dla naszego psa to przy łajbie stanęło na mojej propozycji. Jako wielki fan filmu “Cast Away – poza światem” Roberta Zemeckisa z Tomem Hanksem w roli głównej wymyśliłem nazwę Wilson. Krótko, trochę tragikomicznie. Czułem, że to będzie dobra nazwa. Jeżeli jeszcze nie oglądaliście filmu  o rozbitku, który rozmawia z piłką to serdecznie polecam.

Pierwowzór naszego Wilsona...
Pierwowzór naszego Wilsona… (źródło: https://imgur.com/gallery/EQiD0xg)

Micro Polo P trzeba zaliczyć do old timerów. Prawie każdy egzemplarz ma dwadzieścia kilka lat lub nawet trzydzieści. W czasach PRL nie było dostępności do wszystkich niezbędnych materiałów i elementów takielunku więc budowniczy różnie sobie radzili, czego efektem jest to, że nie ma dwóch takich samych jachtów tego typu. Ale my trafiliśmy na egzemplarz bardzo ładny, jak to się mawia “doinwestowany”. Kilkuletnia zabudowa kabiny, nowe materace, trochę nowoczesnego osprzętu do żeglowania i, a jakże, złoty maszt! Jesienią sprowadziliśmy łódkę do Warszawy by na wiosnę ruszyć ku przygodzie.

Ciasny ale własny ;)
Ciasny ale własny 😉
Gwieździste niebo w porcie na Śniardwach
Gwieździste niebo w porcie na Śniardwach

Radość była wielka. Tak jak pisałem, co swoje to swoje. Łódkę zaparkowaliśmy w porcie na Śniardwach i jeździliśmy kiedy tylko nam się podobało przez cały 2016 i 2017 rok. Jesteśmy raczej zwolennikami noclegów na dziko, ognisk, biwaków, ale porty mamy też super, wiele z nich rozwinęło się w ostatnich latach i powstają nowe.  Odbyliśmy wiele udanych wypadów, zaprosiliśmy wielu znajomych a nasz pies zyskał miano “najładniejszego psa portowego” wśród kolegów żeglarzy.

Najładniejszy pies portowy. Port Wierzba.
Cynamon, najładniejszy pies portowy. Port Wierzba.
Biwak i jedzenie na świeżym powietrzu to jest to co lubimy.
Biwak i jedzenie na świeżym powietrzu to jest to co lubimy. Zatoka Kaczerajno.
Na Mazurach zawsze się coś ciekawego dzieje:)
Na Mazurach zawsze się coś ciekawego dzieje:) Jezioro Bełdany.
Co robić na Mazurach? Co chcesz! Euro 2016
Jak pogodzić przyjemność żeglowania z przyjemnością biwakowania i przyjemnością oglądania Naszych? Żeby były tylko takie dylematy. Euro 2016.

Spodobało nam się to żeglowanie!

Żeglowanie na małej łódce ma swoje zalety, bo można wrócić do podstaw i doskonalić umiejętności żeglarskie. Wszystko lekko chodzi, i jest pod ręką. Łatwo manewrować w porcie. Oczywiście większy jacht to większy komfort i często większa tak zwana “dzielność” czyli zdolność do pływania w cięższych warunkach.

Sylwia z Cynamonem na Wilsonie. W tle zaprzyjaźnione Imago.
Sylwia z Cynamonem na Wilsonie. W tle zaprzyjaźnione Imago.

To co również bardzo lubimy, to zapraszanie osób, które jeszcze nie miały doświadczenia z żeglowaniem i obserwowanie ich reakcji. Zawsze są pozytywne, zawsze chcą to powtórzyć. A my chętnie dzielimy się naszą wiedzą i ich zachęcamy do dalaszej przygody z żeglarstwem.

Przez dwa lata żeglowania naszym “jachtem rekreacyjnym” (wiem, def. słowa jacht oznacza łódź żaglową lub motorową przeznaczoną do celów rekreacyjnych, ale lubię moją wersję) utwierdziliśmy się w słuszności naszego przekonania, że żeglarstwo jest właśnie tym, co chcemy robić w wolnych chwilach, kiedy nie pracujemy i nie podróżujemy. Dlatego postanowiliśmy iść dalej i wymienić łódkę na nieco większą. Sprzedaliśmy Wilsona.

“Wilson, I’m sorry!” krzyczał bohater mojego ulubionego filmu widząc swojego przyjaciela po raz ostatni.

 

Powstał też pomysł, aby w nadchodzącym roku poświęcić nieco więcej uwagi naszym ukochanym Mazurom, żeglarstwu, portom i różnym ciekawym miejscom na szlaku Wielkich Jezior. Mamy w planach filmy, więcej takich wpisów i kto wie co jeszcze… Musimy tylko znaleźć godnego następcę dla Wilsona, więc jak “ktoś coś?” to zapraszamy do kontaktu. Mamy też plan, aby połączyć żeglarstwo i podróżowanie za granicę i już zaczęliśmy go nawet realizować, o tym wkrótce. Na pewno wszystko nakręcimy, sfotografujemy i pokażemy Wam wraz z dokładną instrukcją jak to powtórzyć.

To najdłuższy, jak do tej pory, wpis na blogu i nowa tematyka dla niektórych z Was więc dajcie znać w komentarzach jak się Wam podobał? Bardzo na to liczymy. Jeżeli żeglujecie to napiszcie, jak zaczęła się Wasza przygoda, a jeżeli chcecie spróbować lecz macie jakieś pytania albo obawy to służymy radą.

Stopy wody pod kilem!

Zapraszamy na nasz kanał YouTube

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 + six =