Lifestyle

Co robimy w te wakacje? Sezon biwakowy na Prosto o podróżach

Ależ mamy lato! Afrykańskie upały w czerwcu dopiekły nam wszystkim, za to pierwsza połowa lipca w kratkę, z przewagą dni pochmurnych. Nawet teraz kiedy piszę ten wpis, za oknem widzę deszczowe chmury, ale to chyba dobrze bo na żółtej dotąd trawie zaczynają pojawiać się zielone plamy – woda to życie:) Z nadzieją jednak wypatruję poprawy pogody na najbliższy weekend, bowiem ostatnio coraz częściej łapiemy trochę luzu na łonie natury i przydałoby się trochę słońca… Ci z Was, którzy obserwują uważnie nasze poczynania na Prosto o podróżach, zauważyli pewnie, że podróżujemy gdzieś dalej na wiosnę oraz po wakacjach, czasem również zimą. Lato to dla nas czas na krótkie wyjazdy, głównie w Polsce. W ostatnich latach była to własna łódka żaglowa i szlak Wielkich Jezior Mazurskich a w tym roku postanowiliśmy sprawdzić strategię lądową czyli jeździmy pod namiot. I tak właśnie z przytupem weszliśmy w sezon biwakowy.

Dolina Będkowska
Kemping w Dolinie Będkowskiej
Jezioro Wiartel
Okolice kempingu nad jeziorem Wiartel

Nasze wyjazdy pod namiot

Za nami już trzy wyjazdy na przestrzeni ostatnich kilku tygodni więc postanowiłem podzielić się z Wami naszym podejściem do spania pod namiotem, wrażeniami oraz dalszymi planami. Ale jeszcze słowem wstępu. Sam za młodu jeździłem pod namiot w miarę regularnie asystując tacie przy wędkarskich wyzwaniach. Sam nigdy bakcyla na łowienie ryb nie złapałem. Czasem jechaliśmy dodatkowo z moim kuzynem, czasem z kolegą. Zazwyczaj były to wypady na dziko, nad rzekę na nocne łowienie ryb i ognisko. Namioty wtedy miały zupełnie inną konstrukcję niż te dzisiejsze ale o tym za chwilę. Sylwia generalnie nie jeździła pod namiot. Kilka lat temu mieliśmy okazję spać w małej “dwójce” u kolegi na rancho 😉

Jeśli chodzi o namioty to nie jesteśmy super ekspertami ale ogólnie można powiedzieć, że dzielą się one na takie, które są lekkie, łatwe do transportu w plecaku w trakcie pieszych wędrówek oraz większe, bardziej komfortowe, ale za to cięższe konstrukcje. Niektóre z nich, te większe, nie nadają się w ogóle do transportu o własnych siłach na odległość dalszą niż od bagażnika samochodu do oddalonego o kilkanaście metrów miejsca rozbicia obozowiska. My nie zamykamy się na żadną ewentualność w przyszłości ale na tą chwilę wybieramy nieco więcej komfortu. Dlatego po dwóch testowych wyjazdach wybraliśmy namiot z dużym przedsionkiem w którym można stać oraz sporą sypialnią.

Na dwa pierwsze wyjazdy z pojedynczym noclegiem pożyczyliśmy namiot naszego kolegi aby sprawdzić, czy taka forma spędzania czasu jest dla nas ok. Pierwszy biwak zrobiliśmy sobie nad rzeką Wkrą. Drugi na niezagospodarowanej działce w lesie. W obydwu przypadkach towarzyszyli nam znajomi ze swoim namiotem. Nasz tent nie był duży, przeznaczona raczej głównie do spania ale za to miał drzwi z dwóch stron dające przewiew w ciągu dnia. Po dwóch udanych wyjazdach nadszedł czas na wybór własnego namiotu.

Własny namiot, czyli polowa siedziba główna Prosto o podróżach

Trzeci wyjazd miał być już na dwie noce. Wybraliśmy kemping w Swaderkach w okolicach Olsztynka. Przejrzeliśmy więc oferty, ustaliliśmy priorytety i wybraliśmy namiot, który spełnił nasze oczekiwania dotyczące komfortu. Powiedzmy, że jest “rozwojowy” jeżeli chodzi o wielkość:) Postawiliśmy na cztero osobowy namiot Arpenaz 4.1 z Decathlon (link), a ponieważ jesteśmy fanami nowinek to wybraliśmy model z technologią Fresh&Black. Za chwilę opowiem co to takiego.

Od razu zaznaczam, że to namiot, który najlepiej transportować samochodem wraz z resztą wyposażenia biwakowego. Niemal 10 kg wagi i niecałe 50 litrów pojemności to parametry pakunku po jego złożeniu. Na szczęście pokrowiec jest prostokątny więc bardzo fajnie można go ułożyć w bagażniku wraz z innymi rzeczami.

Konstrukcja namiotu to tropik rozciągnięty na trzech pałąkach z włókna szklanego, które przechodzą od ściany do ściany w tunelu i tworzą kształt odwróconej litery U. Do tego jest podwieszana w tylnej, nieco spadzistej, części sypialnia oraz zintegrowana z nią podłoga wypełniająca resztę namiotu stanowiącą przedsionek. Podłoga ma wysoki rant, który w trakcie deszczu zabezpiecza przed zbierającą się wodą. Do tego duże wejścia do namiotu i sypialni, okna (w tym jedno z siateczką wentylacyjną) oraz oczywiście technologia Fresh&Black o której warto napisać kilka słów.

Słońce nam nie straszne na kempingu

Ci z Was, którzy jeżdżą pod namiot z pewnością wiedzą, że w lato w namiocie noc jest krótka… Nie tylko dla tego, że po biwakowaniu przy ognisku zaczyna się późno, ale głównie dlatego, że często rano nie można wytrzymać we wnętrzu nagrzanym promieniami słońca. Czasami dosłownie jest to sauna 60 stopni lub więcej. I tutaj konstruktorzy namiotu stanęli na wysokości zadania zapożyczając materiały, jak sądzę, z misji na Marsa:) W każdym bądź razie nie jest to jakiś tam zwykły tropik ponieważ specjalny materiał o fajnym nowoczesnym wyglądzie odbija promienie UV, dzięki czemu wewnątrz jest o wiele chłodniej niż w konstrukcjach z klasycznych materiałów. I to działa. Nie trzeba kupować namiotu, żeby to sprawdzić. Wystarczy podjechać do Decathlon w słoneczny dzień. Namioty do testowania stoją na zewnątrz.

Druga rzecz to zaciemnienie sypialni czyli materiał, który przepuszcza mniej światła dziennego dzięki czemu można komfortowo i dłużej pospać. Ma to też minus ponieważ za każdym razem, kiedy wchodzimy do sypialni, nawet w dzień, trzeba mieć przy sobie latarkę. Ale coś za coś. Na wakacjach wybieram komfortowy sen. Do naszej sypialni polowej zaopatrzyliśmy się również w kanadyjki czyli inaczej łóżka polowe. W przyszłości rozważamy na nie jeszcze maty samopompujące (coś między karimatą a pompowanym materacem) więc będzie jak w hotelu! Do tego jeszcze trochę innego sprzętu, którego nam brakuje choć z drugiej strony sporo mamy po przygodzie z własną łajbą.

Pierwsze koty za płoty czyli pierwsze rozkładanie namiotu

Lekko nie było. Rozkładanie i składanie tego namiotu za pierwszym razem nie jest super łatwe i wymaga współpracy dwóch osób. Stawianie namiotu w pojedynkę pewnie jest możliwe przy większej wprawie w przyszłości. Ilość elementów nie jest duża i można się w nich połapać bez instrukcji. Wyzwaniem jest prawidłowe napięcie tropiku oraz podłogi. Nowy namiot ma przypiętą sypialnię oraz podłogę. Doszliśmy do wniosku, że lepiej je odpiąć od tropiku i przyczepić dopiero po prawidłowym jego napięciu. Następnym razem będzie z pewnością łatwiej. Powyżej kilka zdjęć z naszego pierwszego kempingu z własnym namiotem i jego rozkładania. Oczywiście pomagał nam nasz pies Cynamon:)

Ciąg dalszy biwakowych przygód nastąpi…

To tyle o sprzęcie. Taka forma spędzania czasu bardzo nam się podoba. Za każdym razem inne miejsce, przyroda, luz i odpowiedni dla nas poziom komfortu. Wkrótce w naszych mediach społecznościowych więcej materiałów z biwakowania i miejsc, które przy okazji odwiedzamy. Dalsza przyszłość? Ten sezon biwakowy w Polsce. W przyszłym roku może Chorwacja samochodem? Tam są podobno super kempingi.

Apernaz Famiy 4.1 black&fresh
Kemping w Wiatrlu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

15 + twenty =